Tak,tak rozdział nie grzeszy długością. I za to przepraszam! postanowiłam i tak coś wam tu dac niż pisać i by wyszło na gorsze. Mam nadzieję,że rozdział i tak się spodoba :)
Teraz pytanie: CHCECIE ZDJĘCIA DRUGOPLANOWYCH BOHATERÓW?
Bo jak na razie, nie chcę dawać zdjęć pierwszoplanowych.
Miłej niedzieli kochani i do zobaczenia!
Zacznijcie dobrze ten 12 tydzień tego roku. :*
MIŁEGO CZYTANIA!
I liczę na minimum 3 komentarze :)
I jeszcze jedno pytanko, nie razi Was ta czcionka?
Perspektywa Minkiego.
-Boże. Susan!
Kurwa!Tu jest tak strasznie ciemno.
-Susan!
Stanąłem, podpierając dłonie o biodra. I tak daleko nie uciekła. Ma tą głupią astmę.
-Susan!
Zacząłem dalej biec,widząc na lekko oświetlonej ulicy postać mojej byłej dziewczyny. Jeszcze parę metrów. Jeszcze troszeczkę. Zwolniłem i zacząłem tylko szybciej iść. Sue siedzi oparta plecami o ścianę budynku.
-Sue,przepraszam! Wiem,że obiecywałem! Ja wiem. Ale ja. Nie mogłem się powstrzymać! Przecież sama wiesz o co chodzi! Kurwa!Sue!
Ukucnąłem i położyłem dłonie na jej kolanach.
-Ale i tak obiecywałeś!
Próbowała krzyknąć,ale nie udało jej się. Za długo biegliśmy. Nie,nie. Moja mała Sue płacze.
-Obiecywałeś! Przecież się przyjaźnimy! Zraniłeś mnie! Może i prawie tak samo jak kiedyś.
Zamknąłem oczy,przypominając sobie co wtedy się stało. Zaniki. Czemu nie pamiętam wszystkiego?
-Ren! Ren! Nie! Mówiłeś,że mnie kochasz! Mówiłeś.. Nie wierzę..
Złapałem kontakt wzrokowy ze stojącą blond dziewczyną. Mój wyraz twarzy chyba nic nie mówi. Ja.
J-ja. Ja przespałem się z inną. Czując zbierające się łzy,zacisnąłem oczy.
-Zmieniamy się. Szukamy tego co najlepsze.. Jesteś najlepsza, ale nie umiem. Cierpię tak jak ty.
Westchnąłem i założyłem bokserki. Właśnie. Z kim ja spałem? Nawet nie wiem.
-Nienawidzę Cię. Boli, cholernie boli. Nie zdziw się jak znajdę się w szpitalu. Czym szybciej tym lepiej.
Przełknąłem głośno ślinę. Nawet wszystkiego nie pamiętam. Co ona wtedy czuła? Nie wiem. Susan zawsze była i jest zagadkowa. Ona od zawsze mi ufała. Bardziej niż Jason'owi. Chociaż ja znalazłem się w jej życiu w wieku 15 lat. Od razu staliśmy się parą. Ona nigdy nie miała przyjaciół. Bała się i nie miała komu zaufać.A ja ją uratowałem. Pomogłem jej. Wiem to. Ale zacząłem to niszczyć. Ja muszę wszystko niszczyć.. Czemu ktoś już mi dał taką rolę do końca życia?
-Odejdź. Proszę. Po co ja się do Was wprowadzałam. To wszystko moja wina.
-Co!? Przesadzasz! To ja całowałem się z nim, nie Ty! Nic złego nie zrobiłaś. Nie pozwolę Ci odejść. Za mocno się kocham.
-Ren.
Susan wybuchając jeszcze większym płaczem,wtuliła się w mój tors. Mocno ją przytuliłem do siebie,zamykając oczy. Czemu ona od małego musiała mieć spieprzone życie? Bym chociaż trochę mógł wziąć ten ciężar.
-Ja,ja nie umiem się wytłumaczyć.
-Wiesz,że to boli.
-Wiem.
Spojrzałam na nią smutno i pomogłem jej wstać.
-Ekchem.
-Przepraszam. Przepraszam Sue, to się nigdy więcej nie powtórzy!
-Wierzę Ci, tobie i Jason'owi. Nikomu innemu nie.
-Dziękuję.
Ponownie wtuliłem się w jej jak zwykle zimne ciało.
-Dom. Chłopacy na pewno się przejmują.
Napotkałem tylko smutne spojrzenie Susan.
Tydzień później/perspektywa Suzie.
-Powodzenia!
Krzyknęłam, za wychodzącymi chłopakami. Minhyun tylko posłał mi uśmiech i zamknęli drzwi. Poprawiłam swój bordowy szlafrok i weszłam do kuchni. Która to godzina?
-Niee.
5:48. Mocno zacisnęłam oczy by ponownie je otworzyć. Nigdy nie lubiłam śniadań. A jest to w końcu najważniejszy posiłek dnia. Usiadłam przy stole i oparłam głowę o rękę. Dzisiaj jest środa. Czyli muszę iść do pracy.
Po śniadaniu, ubraniu się i całkowitym uszykowaniu,znalazłam się w pracy. Przywitałam się z moją pomocnica i później z kierowniczką.
-Ach.
Westchnęłam,zamykając swoją szafkę.
-Allie! Czy przyszły już książki z Polski?
Zaakcentowałam ostatnie słowo. Prawie zawsze przesyłają nam książki tłumaczone tylko na Polski, nie Polskie. Strasznie mnie to denerwuje. Ja chcę Polskie, z Polskiego wydawnictwa. Nawet ostatnio zaczęłam czytać książki dla dzieci po Polsku. Za każdym razem są zadowolone.
-Przyszła jedna paczuszka. Jakieś Spotfanie nad morżem i gwiazd nasssychh wina. Przepraszam!
Podeszłam do koleżanki i stanęłam przed nią, a dokładniej po drugiej stronie lady.
-Spotkanie nad morzem i Gwiazd naszych wina.
Wszystko pięknie wypowiedziałam po Polsku, potem po Szwedzku,Chińsku,Japońsku,Norwesku i Włosku.
Z każdym dniem zadziwiam Allie. Nie wiem czym. Na samą myśl mój uśmiech się powiększył.
-Dobrze, to. To co z nimi zrobić?
-Na razie chętnie ja je przeczytam, potem dzieciom.
-A która to jest Polska? Obie?
-Nie, tylko pierwsza.
Nie wiem dlaczego ale moja koleżanka nie lubi niczego innego poza Koreą, chociaż urodziła się w Singapurze. Nienawidzi tam jeździć, ani wyjeżdżać poza granice Korei. Spojrzałam w stronę Allie i ''wchłonęłam'' się między regałami. Nucąc nową piosenkę jakiegoś Amerykańskiego zespołu,zaczęłam przekładać, układać książki tam gdzie powinny być.
-Ach!
Krzyknęłam,podskakując.
-Co ty wyprawiasz!?!
Zaśmiałam się razem z JR.
-Serio. Co Cię tu sprowadza?
-A nic. Mamy przerwę więc przyszedłem z kawą.
Chłopak wskazał reklamówkę.
-Oh, to choć na zaplecze.
Odłożyłam Stary Testament na miejsce. I powędrowałam z towarzyszem za szklane drzwi.
-Dzięki.
Delikatnie wzięłam swoją kawę i zaczęłam delektować się jej smakiem.Tego było trzeba. Mój wzrok powędrował w stronę zegara.
-Cooo. To już jedenasta?Co tam ciekawego u Ciebie?
Spojrzałam się na chłopaka.
-No co by tu opowiadać. Teraz wszyscy się rozmyli w swoje strony. I za 20 minut będziemy kończyć choreografię i zajmiemy się piosenkami. A Ty co robisz, TUTAJ ciekawego.
-Co to za akcentowanie?
Lekko warknęłam, nasza rozmowa przechodzi na inny tor.
-Nic,nic. Teraz Ty.
-Przyszła paczka z Polski i będę mieć co robić wieczorem. Książki.
Widząc jego minę, wytłumaczyłam o co chodzi.Przegryzłam wargę i wyrzuciłam swój pusty kubeczek po kawie.
-Dzięki za kawę.
-Bez problemu. Suz, nie bądź na mnie zła. Przepraszam. Nie wiem co mi się stało.
-Spokojnie,nie jestem zła Jonghyun.
Delikatnie uśmiechnęłam się i wpadłam w jego ramiona.
-Powodzenia!
Chłopak wyszedł z księgarni a ja stawiłam się u kochanej kierowniczki.
-Susan, jest sprawa. Proszę usiać.
-Dziękuję.
Usiadłam na krzesło i rzuciłam okiem na papieru na białym biurku. O co chodzi?
-Musimy zatrudnić nowa osobę i chcę byś ty ją wybrała. Z pośród dziesięciu.
-Ja?
-Pomożesz mi prawda? Ty lepiej znasz życie ode mnie. A właśnie! Jak tam w nowym domu? Lepiej bez mamy?
-Oczywiście,że lepiej. Teraz nikt ciągle nie komentuje tego co robię. Coraz bardziej zbliżam się do chłopaków i jestem w połowie pisania książki.
-No to świetnie! Byle tak dalej. Trzymaj te papiery. Tutaj masz wszystko wypisane i masz dwa tygodnie na wybranie kogoś. Oczywiście możesz ich tutaj zapraszać i potem wybrać kogo trzeba.
-A Pani, preferuje mężczyznę czy kobietę? Z większym doświadczeniem czy bez?
-Pozostawiam wszystko w Twoich rękach. Wiesz przecież dobrze,że mi blisko do apatii.
-Heh, Dobrze.
Uśmiechnęłam się i z papierami usiadłam obok Allie.
-Seokjin!
Pisnęłam widząc, starego, dobrego kumpla z czasów gimnazjum.
-Co Ty tu robisz. Trochę już minęło czasu.
Ominęłam ladę i przytuliłam się do chłopaka.
-Chyba będziesz się ciszyć a może nie, ale Justin wrócił. z Włoch. Z nowym towarem.