Notka od autora:
Tak więc.. Znów po dłuższym czasie dodaje rozdział. Szkoda,że komentarzy jest mniej-ale wiem,że ktoś czyta to :)
To całe opowiadanie idzie prosto z mojego serca.
Miłego weekendu. : 3
NIE POPRAWIANE!
-Allie!
-Co się stało?!?
-Zaraz przyjdą dzieci.Twoja grupa. Pamiętasz?
Spytałam z zaciekawieniem.Ona jest strasznie zapominalska. Nie wiem jak to możliwe, ale ważne, że nigdy nie zapomina wstać na 9 lub na 11 do pracy. Dziewczyna zrobiła tylko duże oczy i wzięła chusteczkę z lady. Jak zwykle wytarła czerwoną szminkę z ust. Rodzice nauczyli ją bardzo dziwnej rzeczy. Pierwszy raz spotkałam się z takim zwyczajem. Wracając. Jej rodzice nauczyli ją, że gdy jest dłużej niż 30 minut z dziećmi to nie może mieć pomalowanych ust kolorową szminkę. Dużo krajów zwiedziłam na świecie i znam bardzo dużo obyczajów i zwyczajów ale ten zajmuje pierwsze miejsce w ''Najdziwniejszych zwyczajach''. No ale co na to poradzić? Każdy inaczej zostaje wychowywany.
-Dobrze,streszczaj się
. Ja już zrobię sprawozdania. Idę.
Przechodząc,obok
lady z kasą i innymi rzeczami, mój wzrok zawisł na zdjęciu. Moim z Jason'em. Miałam wtedy 13 lat a on 18. Teraz prawie każdy człowiek pomyślałby o różnicy wieku. Ja i on nigdy nie byliśmy i nie jesteśmy jak inni ludzie. Jedna z niewielu rzeczy która zadziwiła mnie a zarazem strasznie zachwyciła-to jego dojrzałość psychiczna. Nie spodziewałam się wtedy,że znajdzie się ktoś podobny do mnie. Miałam trudne wczesne życie nastoletnie. Ogólnie to nie ufałam mu jeszcze wtedy do końca. Myślałam wtedy,że to kolejna znajomość jak z Adamem czy z Seohyun. Ale jak się okazało nie było tak jak z nimi. Pod koniec szwedzkiego gimnazjum,które wybrała mi babcia. Eh. W Szwecji tez nie miałam łatwo, ale wróćmy. To Jason nadal utrzymywał ze mną kontakty, a raczej domagał się ich. Moja mama bała się o mnie. No bo jak. Poznałam go jak miałam trzynaście lat a on osiemnaści,a w końcu to nie taka mała różnica. Ale jestem wdzięczna mamie,że zaufała mu i jego rodzicom. Sama nawet jeździła ze mną do Chin,bym spotykała się z
Long Fei . I tak właśnie rozwijała się nasza przyjaźń. Kocham go i jest on ważną osoba w moim życiu. Ogólnie za dwa tygodnie, bo jakoś im tam się pozmieniało, całe NU'EST ma wyleci
Noeć
do Chin. Zostanę sama na dwa miesiące. Ciekawe jak to będzie.Ok, muszę jeszcze iść do Allie. Znów.
-Allie ja już kończę. Zrobię te sprawozdania w domu i dzisiaj właścicielka zamyka. Trzymaj się, cześć.
Na zapleczu zabrałam swoją torebkę i wyszłam z nowymi książkami z księgarni. Oczywiście pożegnałam się z właścicielką i ludźmi którzy tam byli.
-A teraz kolejna fala przygód.
Wyszeptałam i zaczęłam kierować się w stronę wyznaczonego miejsca przez Justin'a. Kompletnie nie wiem co on ma w tej swojej głowie. On jest nieprzewidywalny.
-Ile to można było!?
-Przepraszam, zgubiłam się a potem jeszcze fanki chłopaków mnie spotkały.. Że tak szybko mnie poznały.
-Ok, nic się nie stało. A poza tym. Cześć.
Justin uśmiechnął się i lekko przytulił mnie. Lubię go, ale nie przesadzajmy.
-Załatwmy to szybko i spadaj do Włoch.
-Tak szybko stąd nie wyjadę. przykro mi.
-No tak. Co by to było, gdybyś przyjechał do miasto po paru latach i nie poszedł na laski. Ile wziąłeś kasy? Nie będę Ci znów pożyczać na dziewczyny.
-Jak zwykle nieznosząca sprzeciwów.
Justin delikatnie złapał mnie za podbródek i pogłaskał po brodzie.
-Spieprzaj.
Odepchnęłam jego dłoń i oboje się zaśmialiśmy. Ja współczuje jego przyszłe dziewczynie, naprawdę.
-Po co mi te prochy? Ja ich i tak nie sprzedam.
-Dasz to Jason'owi. On wie co robić.
-Niech Ci będzie. Co to dokładniej jest?
-Chcesz wiedzieć?
Pierdoła. Droczy się ze mną. Nienawidzę tego.
Justin ponownie podszedł bliżej mnie.
-Nie są to narkotyki, ale coś podobnego i chyba legalnego.
-Nawet nie wiesz czy to legalne. Ja już sama nie wiem co mam myśleć.
Złapałam się za czoło i lekko przechyliłam w prawą stronę. Jego rozumność mnie rozwala.
-W większości to herbata z różnych końców świata.-Różnych końców świata, lepiej nie mógł tego ująć.-Do palenia, wciągania i ten teges. Takie różne z codziennych przypraw i tak dalej.
-I Ty byłeś w liceum na profilu humanistycznym? Czy Ty coś tam robiłeś?
-Popatrz na mnie. pasuje mi mówienie tak jak Ty to robisz.
-Każdemu pasuje jak się chce.
-Odpuść.
-Ty odpuść. Pokaż.
Justin podał mi pierwszy z brzegu woreczek.. Otworzyłam go i powoli powąchałam. Herbata. Szwedzka. Moja ulubiona. Spojrzałam specyficznie na niego.
-No co! Też lubię tą herbatę! Mam jej najwięcej.
-Ile bierzesz za woreczek?
-Chętna?
-Pytam się. Bo jakbyś pojechał z tym gdzieś indziej to by nawet nie przeszło za 2 euro.
-Ale tutaj ludzie nie znają takich rzeczy, I jeden woreczek pójdzie za 2000 wonów.
-Heh. Serio? Niech Ci będzie. Ile jest w jednym woreczku?
-150 gramów.
-Ok. Justin. Pamiętaj. ufam Ci i nie narusz tego zaufania. Przekażę to Justin'owi, ale najpierw sama chcę.
Uśmiechnęłam się do niego i wyjęłam portfel. Dałam mu 8000 wonów i po przeczytaniu etykietek na woreczkach zgarnęłam 30 sztuk.
-Ej!
-No co! Znamy się i pomagam Ci odkąd się znamy. nie narzekaj.
-Ach. Niech Ci będzie. Trzymaj i dziękuję.
Justin pierwszy raz miło uśmiechnął się. Odpowiedziałam mu tym samym i wzięłam torbę w tymi woreczkami.
-Kurwa, ile tu tego jest?! To same woreczki.
-Hehe. Poradzisz sobie.
-Muszę.
Pożegnałam się z nim i rozdzieliśmy się. Jak ja wyglądam. W jednej dłoni torebka z książkami a w drugiej na ramieniu ogromna,wypchana torba.
***Późny wieczór.
-Jestem wykończona. Jeszcze Minki narzeka.
''Walnęłam'' całym ciałem na wodną kanapę w salonie razem z Jonghyun'em.
-On tak często.
-Myślisz,że nie wiem?
Widząc zmieszaną minę JR'ena, dopowiedziałam coś śmiesznego. Czasem potrafię dziwnie, albo raczej zbyt agresywnie odpowiedzieć. Jeszcze do końca się nie odzwyczaiłam. Prawdę mówiąc-to przy Ren'ie ucięłam język. Nie chciałam go stracić.. A teraz Ren zaczął swoje ''foszki'' i wyszedł z domu,o.
-O matko! To już prawie północ. Ja mam na 6 do pracy. Muszę być wcześniej bo przychodzą nowe osoby. O matko. Przepraszam Jong,ale muszę już iść spać.
Wstałam i pocałowałam JR'ena w policzek i wyszłam z salonu do pokoju.
Ciepła kąpiel-to mnie zaraz przywita.
Kolejny dzień.
-Dziękuję bardzo za przyjście. Do końca tygodnia powinnam się z Panem skontaktować.
Uśmiechnęłam się do Pana Wu i zaczęłam składać papiery. Ciekawie się zapowiada. Człowiek ma dużo wolnego czasu, praktycznie nic nie robi. Kocha książki i był na studiach artystycznych. Kogoś takiego tutaj potrzeba. Kogoś z talentem plastycznym. Pan Hoonbi Wu ma duże szanse by dostać tutaj prace. Kolejną osobą jest kobieta. A konkretniej dziewczyna w moim wieku. Coś czuję,że nie będzie to miłą rozmowa.
Popołudnie-16:00.
-Sussan!
Nie no. Nawet butów nie mogę ściągnąć,a już ktoś coś ode mnie chce. Czerwone balerinki zleciały z moich stóp i z torbą skierowałam się w stronę kuchni-bo stamtąd wydobył się krzyk.
-Coś się stało Ren?
-Tak!Nie. Nie wiem. Tak..
-Zdecyduj się Kochany.
-Zmieniła nam się data wyjazdu i jedziemy do Chin dopiero za dwa miesiące. Mamy 20 październik więc jedziemy 20 grudnia. No i nie będziemy na świętach. W wytwórni będziemy tylko my, Jason,menadżer i ludzie od sprzętu. Nawet sprzątaczek nie będzie i będziemy nagrywać nowe piosenki no i pomyśleliśmy,że wyjedziemy na Karaiby. Wszyscy w 7!
Słuchając nadal Mink'iego zaczęłam przygotowywać obiad. Sama jestem głodna, a oni zapewne też coś zjedzą. Spojrzałam się w stronę mojego przyjaciele i zaprzestał wsypywania ryżu do wody.
-I ja mam jechać. Ale nie mam pieniędzy. W sensie mam, ale nie wiem czy starczy. A czy mój pracodawca mi da to nie wiem.
-Pożyczę Ci.
-Nie,nie,nie! Nie ma mowy Ren. Porozmawiam jutro z Hyuo. Na pewno da mi 3 tysiące ii. Aaa. Czekaj. Muszę sobie przeliczyć. Nadal zapominam.
-Trzymaj.
Ren dał mi swój telefon i wpisałam liczby.
-1076426 wonów.
-I tak wiesz,że menadżer załatwi nam taniej. Więc spokojnie 1000000 wony Ci starczą.
-Ren. Czy Ty. Hahha.
Oboje wybuchnęliśmy śmiechem.
-Ok. No to tak troszkę więcej. Przecież wiesz ile jest zajebistych rzeczy na Karaibach! I jeszcze jedziemy na Kubę!
-Byłam na Jamajce, ale na Kubie nie. Jestem ciekawa jak tam jest. No to zgadzam się. Ale obgadaliście to już z menadżerem?
-Sam zaproponował.
-Ale o mnie też wspominał?
-Tak! Chce Cię poznać.
-No to nie ma sprawy.
-Tak się cieszę.
Ren wtulił się we mnie. Odwzajemniłam uścisk. Nie ma to jak się wtulać na środku kuchni z woreczkami ryżu w dłoniach.
-Daj pomogę.
Otworzyłam oczy i puściłam woreczki z ryżem. Aaron. Aaron zaczął wsypywać za mnie ryż.
-Dobra Ren. Starczy.
Zaśmiałam się i chłopak puścił mnie.
-Mam zamiar iść dzisiaj na zakupy. Chcesz iść ze mną?
-Jasne! No to o 18? Chcę zjeść obiad i chwilę odpocząć. Daj Aron.
Tym razem ja przejęłam łyżkę i zaczęłam przygotowywać po swojemu sos.
-Ok. To wołaj jak będzie obiad. Choć Ren.
Chłopacy wyszli i zostałam sam na sam z kuchnią. Jakaś muzyka by się przydała. Wyjęłam telefon z torby i włączyłam moją ulubioną playlistę. Są na niej różne piosenki. Po koreańskie, chińskie aż do polskich lub szwedzkich. Jeszcze zrobię deser. O tak. To dobry pomysł.
-I jak. Smakuje?
-Takie.... mhmm...inne.
Powiedział Minhyun a ja się szeroko uśmiechnąłem.
-Zrobiłam dzisiejszy obiad zgodnie z przepisem prosto w Polski.
-Byłas w Polsce?
Zdziwił się Baekho.
-Tak. Moja rodzina nawet stamtąd pochodzi. Ostatnio w Polsce byłam rok temu.
-Ale i tak pyszne.
Wypowiedział Aron a ja poczułam ciepło na policzkach. Ach. Znów te głupie rumieńce,dość często ich dostaje.
-Zaraz deser podam. Kończcie.
-A co na deser? Ostatnio nasz..
-Przestań!
Krzyknęli chłopacy na Junghong'a. Ach tak. Chłopacy muszę do nowego roku zdobyć troszkę mięśni i dlatego ich dieta automatycznie się zmienia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz