niedziela, 22 czerwca 2014

#.Rozdział 8.

Notka od autora.
Ostatni rozdział był 10 maja. Nie spodziewałam się tego. Ehh.
Przychodzę z ósemeczką. Mam nadzieję,że się spodoba. :)
Miłej niedzieli.

×NIE POPRAWIANE×
Kolejny dzień.
-Dziękuję bardzo za przyjście. Do końca tygodnia powinnam się z Panem skontaktować.
Uśmiechnęłam się do Pana Wu i zaczęłam składać papiery. Ciekawie się zapowiada. Człowiek ma dużo wolnego czasu, praktycznie nic nie robi. Kocha książki i był na studiach artystycznych. Kogoś takiego tutaj potrzeba. Kogoś z talentem plastycznym. Pan Hoonbi Wu ma duże szanse by dostać tutaj prace. Kolejną osobą jest kobieta. A konkretniej dziewczyna w moim wieku. Coś czuję,że nie będzie to miłą rozmowa.
Popołudnie-16:00.
-Sussan!
Nie no. Nawet butów nie mogę ściągnąć,a już ktoś coś ode mnie chce. Czerwone balerinki zleciały z moich stóp i z torbą skierowałam się w stronę kuchni-bo stamtąd wydobył się krzyk.
-Coś się stało Ren?
-Tak!Nie. Nie wiem. Tak..
-Zdecyduj się Kochany.
-Zmieniła nam się data wyjazdu i jedziemy do Chin dopiero za dwa miesiące. Mamy 20 październik więc jedziemy 20 grudnia. No i nie będziemy na świętach. W wytwórni będziemy tylko my, Jason,menadżer i ludzie od sprzętu. Nawet sprzątaczek nie będzie i będziemy nagrywać nowe piosenki no i pomyśleliśmy,że wyjedziemy na Karaiby. Wszyscy w 7!
Słuchając nadal Mink'iego zaczęłam przygotowywać obiad. Sama jestem głodna, a oni zapewne też coś zjedzą. Spojrzałam się w stronę mojego przyjaciele i zaprzestał wsypywania ryżu do wody.
-I ja mam jechać. Ale nie mam pieniędzy. W sensie mam, ale nie wiem czy starczy. A czy mój pracodawca mi da to nie wiem.
-Pożyczę Ci.
-Nie,nie,nie! Nie ma mowy Ren. Porozmawiam jutro z Hyuo. Na pewno da mi 3 tysiące ii. Aaa. Czekaj. Muszę sobie przeliczyć. Nadal zapominam.
-Trzymaj.
Ren dał mi swój telefon i wpisałam liczby.
-1076426 wonów.
-I tak wiesz,że menadżer załatwi nam taniej. Więc spokojnie 1000000 wony Ci starczą.
-Ren. Czy Ty. Hahha.
Oboje wybuchnęliśmy śmiechem.
-Ok. No to tak troszkę więcej. Przecież wiesz ile jest zajebistych rzeczy na Karaibach! I jeszcze jedziemy na Kubę!
-Byłam na Jamajce, ale na Kubie nie. Jestem ciekawa jak tam jest. No to zgadzam się. Ale obgadaliście to już z menadżerem?
-Sam zaproponował.
-Ale o mnie też wspominał?
-Tak! Chce Cię poznać.
-No to nie ma sprawy.
-Tak się cieszę.
Ren wtulił się we mnie. Odwzajemniłam uścisk. Nie ma to jak się wtulać na środku kuchni z woreczkami ryżu w dłoniach.
-Daj,pomogę.
Otworzyłam oczy i puściłam woreczki z ryżem. Aaron. Aaron zaczął wsypywać za mnie ryż.
-Dobra Ren. Starczy.
Zaśmiałam się i chłopak puścił mnie.
-Mam zamiar iść dzisiaj na zakupy. Chcesz iść ze mną?
-Jasne! No to o 18? Chcę zjeść obiad i chwilę odpocząć. Daj Aron.
Tym razem ja przejęłam łyżkę i zaczęłam przygotowywać po swojemu sos.
-Ok. To wołaj jak będzie obiad. Choć Ren.
Chłopacy wyszli i zostałam sam na sam z kuchnią. Jakaś muzyka by się przydała. Wyjęłam telefon z torby i włączyłam moją ulubioną playlistę. Są na niej różne piosenki. Po koreańskie, chińskie aż do polskich lub szwedzkich. Jeszcze zrobię deser. O tak. To dobry pomysł.
   -I jak. Smakuje?
-Takie.... mhmm...inne.
Powiedział Minhyun,a ja się szeroko uśmiechnąłam.
-Zrobiłam dzisiejszy obiad zgodnie z przepisem prosto w Polski.
-Byłaś w Polsce?
Zdziwił się Baekho.
-Tak. Moja rodzina nawet stamtąd pochodzi. Ostatnio w Polsce byłam rok temu.
-Ale i tak pyszne.
Wypowiedział Aron a ja poczułam ciepło na policzkach. Ach. Znów te głupie rumieńce,dość często ich dostaje.
-Zaraz deser podam. Kończcie.
-A co na deser? Ostatnio nasz..
-Przestań!
Krzyknęli chłopacy na lidera. Ach tak. Chłopacy muszę do nowego roku zdobyć troszkę mięsni i dlatego ich dieta automatycznie się zmienia.
-Damy wszyscy radę. Na deser lody.
Po zjedzeniu obiadu podałam im deser,na który tak czekali. W mojej głowie siedzi ciągle ten Hoonbi Wu. Jestem pewna,że spisze się dobrze,ale nie chcę się pomylić przed wyjazdem i zostawić Allie sama z nim. A jeszcze Hyuo .
-Mhm.
-Idziemy dzisiaj na kolację do miasta?
-Jesteśmy w mieście Minhyun.
-No,ale do centrum.
-Do fanek?
-Nie! Coś zjeść.
Dwa ostatnie słowa przeliterował. Huh. Czemu on musi być taki zaczepny.
-Czy w tym domu wszystko zależy ode mnie?
-No to kolacja w centrum.
Oznajmił JR i wszyscy podziękowali mi za obiad. Teraz czas na zakupy z Minki'm. Już jestem ciekawa co mi wybierze.
  -Słucham? Oszalałeś do końca.
Ren w tym momencie pokazuje mi strój z wyciętymi plecami i tylko paseczkiem na dupie. Do końca go pogrzało.
-Sus. Pięknie byś wyglądała!
-Nie ma mowy. Koniec.
-Prooszę.
-Nie!
-No to to.
-Mhmm.
Minki podstawił mi pod twarz takie coś co nosi się na strój kąpielowy. Nie wiem jak to fachowo się nazywa. Ale jest zielobo neonowe. A moja góra od stroju jest w takim samym kolorze.
-Podoba mi się. Pokaż.
Wzięłam skrawek materiału od farbowanego.
-Idę obczaić to cudo.
Weszłam do przebieralni i krótkie spodenki zjechały ze mnie od razu. To "cuś" zasłania mi biodra i pokazuje większą część i tak już zakrytego uda.
-No.No. Ładnie.
-Ren!
Od razu zasłoniłam się. Kuźwa. Nie lubię,gdy on tak patrzy się na wszysto.
-No co. Pierwsz...
-Zamknij się Kochanie.
Zatknęłam jego usta dłonią. Także Minki lubi mówić niewłaściwe słowa w niewłaściwym czasie.
-No i co z tego. Proszę Cię,przestań.
-Yhym.
Zabrałam dłoń z jego lekko różowych ust. Mój wzrok powędrował w stronę jego dość ładnej tali. Muszę mu coś cieawego znaleść by miał ą odsłoniętą.
-Emm.Sus.
-Mhm?
-Możesz przestać tykać mojego prawego boku.
Moja głowa przekrzywiła się w lewą stronę.Co?A! Od razu zabrałam mojego palca.
-Przepraszam.
Spuściłam wzrok i zaczęłam nasuwać na siebie moje spodenki.
-Kupuje. Chcesz jeszcze na coś popatrzeć?
-Nie. Wydaje mi się,że możemy iść do kolejnego sklepu.
-Okey.
Po zdjęciu szmateczki i jałożebiu butów,podeszliśmy do kasy.
-Czekaj,czekaj. Ja płacę.
-Nie wygłupiaj się.
-Minki.
-Proszę.
Ren podał banknoty dla sprzedawczyni,a ja taką samą sumę wepchnęłam mu do portfela.
-Ularta.
Zażartowała sprzedawczyni.
-Nie wie Pani jeszcze jak.
Wzięłam swoją reklamówkę i po wypowiedzeniu "do widzenia",wyszłam ze sklepu.
-Przecież nie jestem uparta.
-Wiem.
-To po co gad...Hahah Ren.
Zaczęłam śmiać się jak małe dziecko na widok dziadka.
-Dobra starczy.
Rej odstawił mnie na podłogę i posłaliśmy sobie spojrzenia.
-Może teraz jakiś sklep z kosmetykami?
-Jasne.
Od razu wparowałam do drogerii. Najlepsze są kosmetyki. Mhm. Jakby to ująć. Uciekałam w nie. Od zawsze lubiałam ich używać. Taka uciecza od rzeczywistości w której i tak rzadko bywam.
-Jutro idę do pracy.
-Mhm.
-No to. Właśnie ostatnio skończyła się moja mgiełka i ulubiony tusz. a jeszcze krem DD by się przydał na wakac.. I jeszcze jakiś porządny krem na słońce. Patrz! Pamiętasz jak kiedyś mi go kupiłeś?
Podstawiłam Ren'owi filtr przed twarz.
-Jasne! W takim całym zestawie. Razem z tą mgiełka i kremem CC do opalania.
-Tak. Wtedy to była rewolucja.
Ekspedientka uśmiechnęła się do nas.
-I wszystkie były dla mnie za ciemne. W sensie ten krem CC.
-Faktycznie. Ma Pani jasną karbację.Ale jaśniejszą od nas.
-W moijej rodzinnej krainie nie ma za bardzo słońca.
-Może w czymś państwu pomóc?
-Potrzebuje jakiegoś solidnego żelu pod prysznic. Nawilżający.
-Proszę za mną.
-Ja idę szukać swoich rzeczy. Wpółdo osiemnastej przy wyjściu z tąd.
-Okey.
Ren puścił mi oczko i powędrował za kobietą.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz