niedziela, 14 grudnia 2014

#.Rozdział 9.

Notka od autora..
Huh. Kolejny rozdział,tym razem o wiele krótszy. Lecz zawsze coś. :)
Bardzo dziękuje za poprzednie komentarze,szkoda,że jest ich o wiele mniej wręcz wcale...
Nie betowane.

-Dobra. No to dzwonić już do chłopaków?
-Jasne.
Po wykonaniu telefonu do JR, zaczęliśmy iść z Minkim w stronę kawiarni. Taka kolacja dobrze nam zrobi. Ciekawe co lider powie na trochę alkoholu. Te zakupy.
-Ehh. Minki powiedź Ty mi. Po cholerę Ci tyle tych. Emm. Żeli pod prysznic?
Niepewnie spojrzałam na całą grubą torbę z żelami.Będzie je chyba do oceanu wylewał. Naprawdę.
-Wszystkie mi się spodobały i nie wziąłem tych pięciu. Także, kto bogatemu zabroni?
Ren dźgnął mnie łokciem w bok i wybuchliśmy gromkim śmiechem. Ren od zawsze taki był i to jest nawet fajne. potrafi się zachowywać poważnie no i najmniej mówi z całego zespołu, choć wygląda na trochę inny typ mężczyzny.
-Susan! Minki!
Ucichliśmy i odwróciliśmy się w stronę krzyków. Cała banda facetów idzie w naszą stronę.
-Daj pomogę Ci.
Lider wziął ode mnie parę reklamówek z nowymi zakupami.
-Dziękuję.
Posłałam mu lekki uśmiech,przyglądając się jego oczom. Są naprawdę piękne. Ładniejsze od oczu Ren'a. Dobra.Stop.
-Emm. Jeszcze tylko pięć minut. Jak coś to mamy zarezerwowany cały duży stolik.
-Stół.
-Bez znaczenie Minhyun.
-Okey.
Przewróciłam oczami i w końcu znaleźliśmy się w danym miejscu. Zapowiada się dość ciekawie.
-Cholera jasna! Susan, choć!
-Idę,idę!
Nigdy. Nigdy,aż tak się nie upiłam.. To ich wina.
-Pomóż mi geju.
Krzyknęłam do Minhyuna i w końcu pomógł mi wejść na stół. Kolejny taniec razem z wysokim i giętkim facetem.
-Och,Susan.
Chłopak złapał mnie w biodrach i Położył swoją głowę na moim ramieniu.
-Czego małolacie.
-Jestem starszy.
-Ja mentalnie starsza.
-Jak zwykle ma racje.
Oderwał swoją głowę od mojego ramienia i zaczął przybliżać się twarzą do mojej. Jeszcze ten jego wzrok na moich utach. Nie. Podziękuję.
-Minhyun. Nie ośmieszaj się.
Położyłam dłoń na jego ustach, ale ten natychmiast ją zabrał i mocniej ścisnął mnie w biodrach.
-Minhyun!
Krzyknęłam,ale ten nadal nie puszczał.
-Nie przesadzaj. Susan. Jeden mały buziak.
-Zostaw! Cholera no!
Rozum zaczął powracać do mojej głowy. Zaczęłam rozglądać się po sali. Gdzie ten minki. Gdzie ten lider. No byle kto!
-JR!
Chłopak powoli się odwrócił i zaczął przepychać się miedzy ludźmi w nasza stronę.
-Puść!
Uderzyłam go w ramię,ale ten nadal nic.
-Kurwa. Zadziorna. Suka głupia.
Pociągnął mnie za włosy i wpił się w moją szyję. Uhh. Nie cierpię go!
-Minhyun! Zostaw ją!
Lider oderwał ode mnie wysokiego chłopaka. Moja dłoń automatycznie powędrowała w stronę zrobionej malinki. Strasznie piecze. Ren bywał delikatniejszy... 
-Susan! Choć pomogę Ci.
Ostatni widok to zmartwiona twarz Aaron'a i jego proponowana dłoń do pomocy.
***
-Jak myślisz. Obudzi się w najbliższym czasie?
-Musi. Przecież wiesz o tym.
-Proszę się nie martwić. Z tomografii nic niepokojącego nie wyszło. Teraz tylko musimy czekać,by przeprowadzić wywiad z panną Lee.
-Och,Susan.
Ktoś ścisnął moją dłoń. Co się ogólnie dzieje. Co ja tu robię. Moja głowa. Ja. Cholera! Ja mam kaca.
-Panno Lee.
-Co się dzieje. Moja głowa.
Zaczęłam powoli otwierać oczy. Eh. Co to jest.
-Słyszy mnie Pani?
-Taak.
-Jest Pani po gastroskopii, oczyszczeniu żołądka,po rezonansie i po pobraniu krwi.
-Dobrze.
-Teraz niech Pani odpocznie i za godzinę przyjdę wykonać wywiad.
-Tak. Dziękuje.
Mruknęłam i zamknęłam oczy. Te kroplówki. Te uczucie,że coś Ci tam przechodzi. Brr.
-Sue. Boże nic Ci nie jest.
Ren złapał moją dłoń i lekko ją pocałował.
-Powiesz mi co ja tu robię.
-Nic nie pamiętasz?
-Nie za bardzo.
Spojrzałam na niego zirytowana.
-Wczoraj po zakupach i kolacji poszliśmy jeszcze do klubu i spadłaś ze stołu.
-Tak sama?
-Ale co?
-Spadłam?
-Emmm.
-Susan.
-Aron.
Teraz przekręciłam głowę w druga stronę. Aron stojący trochę w dole z zmartwioną miną.
-Wczoraj. Spadłaś i lekko uderzyłaś się w głowę.
-Gdyby nie Aron może byłoby gorzej.
Nagle dobiegł nas głos lidera.
-Mam nadzieję,że nic Ci nie jest.Rozmawiałem z pielęgniarką i będziesz do końca swojego pobytu otrzymywać kroplówki i nie możesz jeść ciężkich rzeczy przez trzy dni.
-Kroplówki.
Wyszeptałam i w moich oczach pojawiła się srebrna tafla. Nie chcę być w szpitalu. Mam różne dolegliwości i i i...
-Ja nie chcę.
Koniec.Łzy lecą już ciurkiem z moich oczu.
-Boże.Susan.Znów?
Minki chciał mnie przytulić,ale jakoś dałam radę go odepchnąć. Zawsze te miejsca gdzie mam welfony strasznie mnie bolą,a te uczucie płynów które przemieszczają się w twojej dłoni. Ughh. Już. Nie.. To uczucie. Drętwo położyłam dłoń na kołdrze. Nie cierpię tego. To uczucie jest takie straszne.
-Matko boska. Co jej jest? Minki! O  o w tym wszystkim chodzi?
Oczami Aron'a.
Moje oczy utkwiły w twarzy Ren'a,dalej oczekując odpowiedzi.
Za bardzo nie rozumiem co się dzieje. W pewnym sensie trochę boję się o Susan. Ale to jak wszyscy w tym pomieszczeniu. Minhyun zapewne nadal śpi na krzesełku przed salą,a Baekho poleciał do domu po wszystkie dokumenty dziewczyny.
-Susan. Spójrz na mnie.
Sue zaczęła delikatnie otwierać oczy. Moje kąciki ust lekko podniosły się i nie zaprzestawałem patrzenia się w jej oczy. Delikatnie ścisnąłem jej dłoń. Wszystko będzie dobrze,Susan. Zobaczysz. Będzie i to bardzo. Dasz radę. Musisz.
Perspektywa Sue.
Czuję się jakbym słyszała jego myśli. Ten wzrok. Daje mi on trochę siły. Tak samo jak osoba Minki i Jason. Aaron daje mi podobne wsparcie. Właśnie. Gdzie jest Jason?
-Gdzie jest Jason?
-W Chinach. Nie pamiętasz?
Oderwałam wzrok od Aron'a po skinięciu do niego głową.
-No jak. Przecież był razem z nami na zakupach.
-Susan?
Lider przybliżył się do łóżka,patrząc na mnie niepewnie. No co. Przecież nie wiem. Jason nawet sam mnie prosił o dobór ciuchów. A naprawdę nic nie wiem. Naprawdę.

niedziela, 26 października 2014

#.Czy to znak?

Wow! Ni hao everyone!

Nigdy nie spodziewałabym się,że mam już powyżej 1000 wyświetleń na blogu i mam 6 obserwatorów!
W tym momencie jestem zadowolona z tego drobnego sukcesu i pamiętam jak pisałam na swoim pierwszym blogu posty,siedząc na krześle stojącym naprzeciwko mnie. A było to już prawie 3 lata temu. Także prawie tyle jestem w pewnej kochanej rodzince. I nie chodzi tutaj o K-POP. ;)
To dało mi trochę do myślenia. Może powinnam dokończyć pisać rozdział i dodać go?
Mam nadzieję,że mam tutaj jakiś wiernych czytelników i że jeszcze może tacy się pojawią. :)

Życzę dobrego rozpoczęcia tygodnia!!



niedziela, 22 czerwca 2014

#.Rozdział 8.

Notka od autora.
Ostatni rozdział był 10 maja. Nie spodziewałam się tego. Ehh.
Przychodzę z ósemeczką. Mam nadzieję,że się spodoba. :)
Miłej niedzieli.

×NIE POPRAWIANE×
Kolejny dzień.
-Dziękuję bardzo za przyjście. Do końca tygodnia powinnam się z Panem skontaktować.
Uśmiechnęłam się do Pana Wu i zaczęłam składać papiery. Ciekawie się zapowiada. Człowiek ma dużo wolnego czasu, praktycznie nic nie robi. Kocha książki i był na studiach artystycznych. Kogoś takiego tutaj potrzeba. Kogoś z talentem plastycznym. Pan Hoonbi Wu ma duże szanse by dostać tutaj prace. Kolejną osobą jest kobieta. A konkretniej dziewczyna w moim wieku. Coś czuję,że nie będzie to miłą rozmowa.
Popołudnie-16:00.
-Sussan!
Nie no. Nawet butów nie mogę ściągnąć,a już ktoś coś ode mnie chce. Czerwone balerinki zleciały z moich stóp i z torbą skierowałam się w stronę kuchni-bo stamtąd wydobył się krzyk.
-Coś się stało Ren?
-Tak!Nie. Nie wiem. Tak..
-Zdecyduj się Kochany.
-Zmieniła nam się data wyjazdu i jedziemy do Chin dopiero za dwa miesiące. Mamy 20 październik więc jedziemy 20 grudnia. No i nie będziemy na świętach. W wytwórni będziemy tylko my, Jason,menadżer i ludzie od sprzętu. Nawet sprzątaczek nie będzie i będziemy nagrywać nowe piosenki no i pomyśleliśmy,że wyjedziemy na Karaiby. Wszyscy w 7!
Słuchając nadal Mink'iego zaczęłam przygotowywać obiad. Sama jestem głodna, a oni zapewne też coś zjedzą. Spojrzałam się w stronę mojego przyjaciele i zaprzestał wsypywania ryżu do wody.
-I ja mam jechać. Ale nie mam pieniędzy. W sensie mam, ale nie wiem czy starczy. A czy mój pracodawca mi da to nie wiem.
-Pożyczę Ci.
-Nie,nie,nie! Nie ma mowy Ren. Porozmawiam jutro z Hyuo. Na pewno da mi 3 tysiące ii. Aaa. Czekaj. Muszę sobie przeliczyć. Nadal zapominam.
-Trzymaj.
Ren dał mi swój telefon i wpisałam liczby.
-1076426 wonów.
-I tak wiesz,że menadżer załatwi nam taniej. Więc spokojnie 1000000 wony Ci starczą.
-Ren. Czy Ty. Hahha.
Oboje wybuchnęliśmy śmiechem.
-Ok. No to tak troszkę więcej. Przecież wiesz ile jest zajebistych rzeczy na Karaibach! I jeszcze jedziemy na Kubę!
-Byłam na Jamajce, ale na Kubie nie. Jestem ciekawa jak tam jest. No to zgadzam się. Ale obgadaliście to już z menadżerem?
-Sam zaproponował.
-Ale o mnie też wspominał?
-Tak! Chce Cię poznać.
-No to nie ma sprawy.
-Tak się cieszę.
Ren wtulił się we mnie. Odwzajemniłam uścisk. Nie ma to jak się wtulać na środku kuchni z woreczkami ryżu w dłoniach.
-Daj,pomogę.
Otworzyłam oczy i puściłam woreczki z ryżem. Aaron. Aaron zaczął wsypywać za mnie ryż.
-Dobra Ren. Starczy.
Zaśmiałam się i chłopak puścił mnie.
-Mam zamiar iść dzisiaj na zakupy. Chcesz iść ze mną?
-Jasne! No to o 18? Chcę zjeść obiad i chwilę odpocząć. Daj Aron.
Tym razem ja przejęłam łyżkę i zaczęłam przygotowywać po swojemu sos.
-Ok. To wołaj jak będzie obiad. Choć Ren.
Chłopacy wyszli i zostałam sam na sam z kuchnią. Jakaś muzyka by się przydała. Wyjęłam telefon z torby i włączyłam moją ulubioną playlistę. Są na niej różne piosenki. Po koreańskie, chińskie aż do polskich lub szwedzkich. Jeszcze zrobię deser. O tak. To dobry pomysł.
   -I jak. Smakuje?
-Takie.... mhmm...inne.
Powiedział Minhyun,a ja się szeroko uśmiechnąłam.
-Zrobiłam dzisiejszy obiad zgodnie z przepisem prosto w Polski.
-Byłaś w Polsce?
Zdziwił się Baekho.
-Tak. Moja rodzina nawet stamtąd pochodzi. Ostatnio w Polsce byłam rok temu.
-Ale i tak pyszne.
Wypowiedział Aron a ja poczułam ciepło na policzkach. Ach. Znów te głupie rumieńce,dość często ich dostaje.
-Zaraz deser podam. Kończcie.
-A co na deser? Ostatnio nasz..
-Przestań!
Krzyknęli chłopacy na lidera. Ach tak. Chłopacy muszę do nowego roku zdobyć troszkę mięsni i dlatego ich dieta automatycznie się zmienia.
-Damy wszyscy radę. Na deser lody.
Po zjedzeniu obiadu podałam im deser,na który tak czekali. W mojej głowie siedzi ciągle ten Hoonbi Wu. Jestem pewna,że spisze się dobrze,ale nie chcę się pomylić przed wyjazdem i zostawić Allie sama z nim. A jeszcze Hyuo .
-Mhm.
-Idziemy dzisiaj na kolację do miasta?
-Jesteśmy w mieście Minhyun.
-No,ale do centrum.
-Do fanek?
-Nie! Coś zjeść.
Dwa ostatnie słowa przeliterował. Huh. Czemu on musi być taki zaczepny.
-Czy w tym domu wszystko zależy ode mnie?
-No to kolacja w centrum.
Oznajmił JR i wszyscy podziękowali mi za obiad. Teraz czas na zakupy z Minki'm. Już jestem ciekawa co mi wybierze.
  -Słucham? Oszalałeś do końca.
Ren w tym momencie pokazuje mi strój z wyciętymi plecami i tylko paseczkiem na dupie. Do końca go pogrzało.
-Sus. Pięknie byś wyglądała!
-Nie ma mowy. Koniec.
-Prooszę.
-Nie!
-No to to.
-Mhmm.
Minki podstawił mi pod twarz takie coś co nosi się na strój kąpielowy. Nie wiem jak to fachowo się nazywa. Ale jest zielobo neonowe. A moja góra od stroju jest w takim samym kolorze.
-Podoba mi się. Pokaż.
Wzięłam skrawek materiału od farbowanego.
-Idę obczaić to cudo.
Weszłam do przebieralni i krótkie spodenki zjechały ze mnie od razu. To "cuś" zasłania mi biodra i pokazuje większą część i tak już zakrytego uda.
-No.No. Ładnie.
-Ren!
Od razu zasłoniłam się. Kuźwa. Nie lubię,gdy on tak patrzy się na wszysto.
-No co. Pierwsz...
-Zamknij się Kochanie.
Zatknęłam jego usta dłonią. Także Minki lubi mówić niewłaściwe słowa w niewłaściwym czasie.
-No i co z tego. Proszę Cię,przestań.
-Yhym.
Zabrałam dłoń z jego lekko różowych ust. Mój wzrok powędrował w stronę jego dość ładnej tali. Muszę mu coś cieawego znaleść by miał ą odsłoniętą.
-Emm.Sus.
-Mhm?
-Możesz przestać tykać mojego prawego boku.
Moja głowa przekrzywiła się w lewą stronę.Co?A! Od razu zabrałam mojego palca.
-Przepraszam.
Spuściłam wzrok i zaczęłam nasuwać na siebie moje spodenki.
-Kupuje. Chcesz jeszcze na coś popatrzeć?
-Nie. Wydaje mi się,że możemy iść do kolejnego sklepu.
-Okey.
Po zdjęciu szmateczki i jałożebiu butów,podeszliśmy do kasy.
-Czekaj,czekaj. Ja płacę.
-Nie wygłupiaj się.
-Minki.
-Proszę.
Ren podał banknoty dla sprzedawczyni,a ja taką samą sumę wepchnęłam mu do portfela.
-Ularta.
Zażartowała sprzedawczyni.
-Nie wie Pani jeszcze jak.
Wzięłam swoją reklamówkę i po wypowiedzeniu "do widzenia",wyszłam ze sklepu.
-Przecież nie jestem uparta.
-Wiem.
-To po co gad...Hahah Ren.
Zaczęłam śmiać się jak małe dziecko na widok dziadka.
-Dobra starczy.
Rej odstawił mnie na podłogę i posłaliśmy sobie spojrzenia.
-Może teraz jakiś sklep z kosmetykami?
-Jasne.
Od razu wparowałam do drogerii. Najlepsze są kosmetyki. Mhm. Jakby to ująć. Uciekałam w nie. Od zawsze lubiałam ich używać. Taka uciecza od rzeczywistości w której i tak rzadko bywam.
-Jutro idę do pracy.
-Mhm.
-No to. Właśnie ostatnio skończyła się moja mgiełka i ulubiony tusz. a jeszcze krem DD by się przydał na wakac.. I jeszcze jakiś porządny krem na słońce. Patrz! Pamiętasz jak kiedyś mi go kupiłeś?
Podstawiłam Ren'owi filtr przed twarz.
-Jasne! W takim całym zestawie. Razem z tą mgiełka i kremem CC do opalania.
-Tak. Wtedy to była rewolucja.
Ekspedientka uśmiechnęła się do nas.
-I wszystkie były dla mnie za ciemne. W sensie ten krem CC.
-Faktycznie. Ma Pani jasną karbację.Ale jaśniejszą od nas.
-W moijej rodzinnej krainie nie ma za bardzo słońca.
-Może w czymś państwu pomóc?
-Potrzebuje jakiegoś solidnego żelu pod prysznic. Nawilżający.
-Proszę za mną.
-Ja idę szukać swoich rzeczy. Wpółdo osiemnastej przy wyjściu z tąd.
-Okey.
Ren puścił mi oczko i powędrował za kobietą.

sobota, 10 maja 2014

#. ROZDZIAŁ 7.

Notka od autora:
Tak więc.. Znów po dłuższym czasie dodaje rozdział. Szkoda,że komentarzy jest mniej-ale wiem,że ktoś czyta to :) 
To całe opowiadanie idzie prosto z mojego serca.
Miłego weekendu. : 3

NIE POPRAWIANE!




-Allie!

-Co się stało?!?
-Zaraz przyjdą dzieci.Twoja grupa. Pamiętasz?
Spytałam z zaciekawieniem.Ona jest strasznie zapominalska. Nie wiem jak to możliwe, ale ważne, że nigdy nie zapomina wstać na 9 lub na 11 do pracy. Dziewczyna zrobiła tylko duże oczy i wzięła chusteczkę z lady. Jak zwykle wytarła czerwoną szminkę z ust. Rodzice nauczyli ją bardzo dziwnej rzeczy. Pierwszy raz spotkałam się z takim zwyczajem. Wracając. Jej rodzice nauczyli ją, że gdy jest dłużej niż 30 minut z dziećmi to nie może mieć pomalowanych ust kolorową szminkę. Dużo krajów zwiedziłam na świecie i znam bardzo dużo obyczajów i zwyczajów ale ten zajmuje pierwsze miejsce w ''Najdziwniejszych zwyczajach''. No ale co na to poradzić? Każdy inaczej zostaje wychowywany.
-Dobrze,streszczaj się
. Ja już zrobię sprawozdania. Idę.
Przechodząc,obok 
lady z kasą i innymi rzeczami, mój wzrok zawisł na zdjęciu. Moim z Jason'em. Miałam wtedy 13 lat a on 18. Teraz prawie każdy człowiek pomyślałby o różnicy wieku. Ja i on nigdy nie byliśmy i nie jesteśmy jak inni ludzie. Jedna z niewielu rzeczy która zadziwiła mnie a zarazem strasznie zachwyciła-to jego dojrzałość psychiczna. Nie spodziewałam się wtedy,że znajdzie się ktoś podobny do mnie. Miałam trudne wczesne życie nastoletnie. Ogólnie to nie ufałam mu jeszcze wtedy do końca. Myślałam wtedy,że to kolejna znajomość jak z Adamem czy z Seohyun. Ale jak się okazało nie było tak jak z nimi. Pod koniec szwedzkiego gimnazjum,które wybrała mi babcia. Eh. W Szwecji tez nie miałam łatwo, ale wróćmy. To Jason nadal utrzymywał ze mną kontakty, a raczej domagał się ich. Moja mama bała się o mnie. No bo jak. Poznałam go jak miałam trzynaście lat a on osiemnaści,a w końcu to nie taka mała różnica. Ale jestem wdzięczna mamie,że zaufała mu i jego rodzicom. Sama nawet jeździła ze mną do Chin,bym spotykała się z
Long Fei . I tak właśnie rozwijała się nasza przyjaźń. Kocham go i jest on ważną osoba w moim życiu. Ogólnie za dwa tygodnie, bo jakoś im tam się pozmieniało, całe NU'EST ma wyleci
Noeć
 do Chin. Zostanę sama na dwa miesiące. Ciekawe jak to będzie.Ok, muszę jeszcze iść do Allie. Znów.
-Allie ja już kończę. Zrobię te sprawozdania w domu i dzisiaj właścicielka zamyka. Trzymaj się, cześć.
Na zapleczu zabrałam swoją torebkę i wyszłam z nowymi książkami z księgarni. Oczywiście pożegnałam się z właścicielką i ludźmi którzy tam byli.
-A teraz kolejna fala przygód.
Wyszeptałam i zaczęłam kierować się w stronę wyznaczonego miejsca przez Justin'a. Kompletnie nie wiem co on ma w tej swojej głowie. On jest nieprzewidywalny.
    -Ile to można było!?
-Przepraszam, zgubiłam się a potem jeszcze fanki chłopaków mnie spotkały.. Że tak szybko mnie poznały.
-Ok, nic się nie stało. A poza tym.  Cześć.
Justin uśmiechnął się i lekko przytulił mnie. Lubię go, ale nie przesadzajmy.
-Załatwmy to szybko i spadaj do Włoch.
-Tak szybko stąd nie wyjadę. przykro mi.
-No tak. Co by to było, gdybyś przyjechał do miasto po paru latach i nie poszedł na laski. Ile wziąłeś kasy? Nie będę Ci znów pożyczać na dziewczyny.
-Jak zwykle nieznosząca sprzeciwów.
Justin delikatnie złapał mnie za podbródek i pogłaskał po brodzie.
-Spieprzaj.
Odepchnęłam jego dłoń i oboje się zaśmialiśmy. Ja współczuje jego przyszłe dziewczynie, naprawdę.
-Po co mi te prochy? Ja ich i tak nie sprzedam.
-Dasz to Jason'owi. On wie co robić.
-Niech Ci będzie. Co to dokładniej jest?
-Chcesz wiedzieć?
Pierdoła. Droczy się ze mną. Nienawidzę tego.
Justin ponownie podszedł bliżej mnie.
-Nie są to narkotyki, ale coś podobnego i chyba legalnego.
-Nawet nie wiesz czy to legalne. Ja już sama nie wiem co mam myśleć.
Złapałam się za czoło i lekko przechyliłam w prawą stronę. Jego rozumność mnie rozwala.
-W większości to herbata z różnych końców świata.-Różnych końców świata, lepiej nie mógł tego ująć.-Do palenia, wciągania i ten teges. Takie różne z codziennych przypraw i tak dalej.
-I Ty byłeś w liceum na profilu humanistycznym? Czy Ty coś tam robiłeś?
-Popatrz na mnie. pasuje mi mówienie tak jak Ty to robisz.
-Każdemu pasuje jak się chce.
-Odpuść.
-Ty odpuść. Pokaż.
Justin podał mi pierwszy z brzegu woreczek.. Otworzyłam go i powoli powąchałam. Herbata. Szwedzka. Moja ulubiona. Spojrzałam specyficznie na niego.
-No co! Też lubię tą herbatę! Mam jej najwięcej.
-Ile bierzesz za woreczek?
-Chętna?
-Pytam się. Bo jakbyś pojechał z tym gdzieś indziej to by nawet nie przeszło za 2 euro.
-Ale tutaj ludzie nie znają takich rzeczy, I jeden woreczek pójdzie za 2000 wonów.
-Heh. Serio? Niech Ci będzie. Ile jest w jednym woreczku?
-150 gramów.
-Ok. Justin. Pamiętaj. ufam Ci i nie narusz tego zaufania. Przekażę to Justin'owi, ale najpierw sama chcę.
Uśmiechnęłam się do niego i wyjęłam portfel. Dałam mu 8000 wonów i po przeczytaniu etykietek na woreczkach zgarnęłam 30 sztuk.
-Ej!
-No co! Znamy się i pomagam Ci odkąd się znamy. nie narzekaj.
-Ach. Niech Ci będzie. Trzymaj i dziękuję.
Justin pierwszy raz miło uśmiechnął się. Odpowiedziałam mu tym samym i wzięłam torbę w tymi woreczkami.
-Kurwa, ile tu tego jest?! To same woreczki.
-Hehe. Poradzisz sobie.
-Muszę.
Pożegnałam się z nim i rozdzieliśmy się. Jak ja wyglądam. W jednej dłoni torebka z książkami a w drugiej na ramieniu ogromna,wypchana torba.



***Późny wieczór.




-Jestem wykończona. Jeszcze Minki narzeka.

''Walnęłam'' całym ciałem na wodną kanapę w salonie razem z Jonghyun'em.
-On tak często.
-Myślisz,że nie wiem?
Widząc zmieszaną minę JR'ena, dopowiedziałam coś śmiesznego. Czasem potrafię dziwnie, albo raczej zbyt agresywnie odpowiedzieć. Jeszcze do końca się nie odzwyczaiłam. Prawdę mówiąc-to przy Ren'ie ucięłam język. Nie chciałam go stracić.. A teraz Ren zaczął swoje ''foszki'' i wyszedł z domu,o. 
-O matko! To już prawie północ. Ja mam na 6 do pracy. Muszę być wcześniej bo przychodzą nowe osoby. O matko. Przepraszam Jong,ale muszę już iść spać.
Wstałam i pocałowałam JR'ena w policzek i wyszłam z salonu do pokoju.
Ciepła kąpiel-to mnie zaraz przywita.

Kolejny dzień.


-Dziękuję bardzo za przyjście. Do końca tygodnia powinnam się z Panem skontaktować.
Uśmiechnęłam się do Pana Wu i zaczęłam składać papiery. Ciekawie się zapowiada. Człowiek ma dużo wolnego czasu, praktycznie nic nie robi. Kocha książki i był na studiach artystycznych. Kogoś takiego tutaj potrzeba. Kogoś z talentem plastycznym. Pan Hoonbi Wu ma duże szanse by dostać tutaj prace. Kolejną osobą jest kobieta. A konkretniej dziewczyna w moim wieku. Coś czuję,że nie będzie to miłą rozmowa.

Popołudnie-16:00.

-Sussan!
Nie no. Nawet butów nie mogę ściągnąć,a już ktoś coś ode mnie chce. Czerwone balerinki zleciały z moich stóp i z torbą skierowałam się w stronę kuchni-bo stamtąd wydobył się krzyk.
-Coś się stało Ren?
-Tak!Nie. Nie wiem. Tak..
-Zdecyduj się Kochany.
-Zmieniła nam się data wyjazdu i jedziemy do Chin dopiero za dwa miesiące. Mamy 20 październik więc jedziemy 20 grudnia. No i nie będziemy na świętach. W wytwórni będziemy tylko my, Jason,menadżer i ludzie od sprzętu. Nawet sprzątaczek nie będzie i będziemy nagrywać nowe piosenki no i pomyśleliśmy,że wyjedziemy na Karaiby. Wszyscy w 7!
Słuchając nadal Mink'iego zaczęłam przygotowywać obiad. Sama jestem głodna, a oni zapewne też coś zjedzą. Spojrzałam się w stronę mojego przyjaciele i zaprzestał wsypywania ryżu do wody.
-I ja mam jechać. Ale nie mam pieniędzy. W sensie mam, ale nie wiem czy starczy. A czy mój pracodawca mi da to nie wiem.
-Pożyczę Ci.
-Nie,nie,nie! Nie ma mowy Ren. Porozmawiam jutro z Hyuo. Na pewno da mi 3 tysiące ii. Aaa. Czekaj. Muszę sobie przeliczyć. Nadal zapominam.
-Trzymaj.
Ren dał mi swój telefon i wpisałam liczby.
-1076426 wonów. 
-I tak wiesz,że menadżer załatwi nam taniej. Więc spokojnie 1000000 wony Ci starczą. 
-Ren. Czy Ty. Hahha.
Oboje wybuchnęliśmy śmiechem.
-Ok. No to tak troszkę więcej. Przecież wiesz ile jest zajebistych rzeczy na Karaibach! I jeszcze jedziemy na Kubę! 
-Byłam na Jamajce, ale na Kubie nie. Jestem ciekawa jak tam jest. No to zgadzam się. Ale obgadaliście to już z menadżerem?
-Sam zaproponował. 
-Ale o mnie też wspominał?
-Tak! Chce Cię poznać. 
-No to nie ma sprawy. 
-Tak się cieszę.
Ren wtulił się we mnie. Odwzajemniłam uścisk. Nie ma to jak się wtulać na środku kuchni z woreczkami ryżu w dłoniach.
-Daj pomogę. 
Otworzyłam oczy i puściłam woreczki z ryżem. Aaron. Aaron zaczął wsypywać za mnie ryż.
-Dobra Ren. Starczy.
Zaśmiałam się i chłopak puścił mnie.
-Mam zamiar iść dzisiaj na zakupy. Chcesz iść ze mną?
-Jasne! No to o 18? Chcę zjeść obiad i chwilę odpocząć. Daj Aron. 
Tym razem ja przejęłam łyżkę i zaczęłam przygotowywać po swojemu sos.
-Ok. To wołaj jak będzie obiad. Choć Ren.
Chłopacy wyszli i zostałam sam na sam z kuchnią. Jakaś muzyka by się przydała. Wyjęłam telefon z torby i włączyłam moją ulubioną playlistę. Są na niej różne piosenki. Po koreańskie, chińskie aż do polskich lub szwedzkich. Jeszcze zrobię deser. O tak. To dobry pomysł.
   -I jak. Smakuje?
-Takie.... mhmm...inne.
Powiedział Minhyun a ja się szeroko uśmiechnąłem.
-Zrobiłam dzisiejszy obiad zgodnie z przepisem prosto w Polski.
-Byłas w Polsce?
Zdziwił się Baekho.
-Tak. Moja rodzina nawet stamtąd pochodzi. Ostatnio w Polsce byłam rok temu. 
-Ale i tak pyszne.
Wypowiedział Aron a ja poczułam ciepło na policzkach. Ach. Znów te głupie rumieńce,dość często ich dostaje. 
-Zaraz deser podam. Kończcie.
-A co na deser? Ostatnio nasz..
-Przestań!
Krzyknęli chłopacy na Junghong'a. Ach tak. Chłopacy muszę do nowego roku zdobyć troszkę mięśni i dlatego ich dieta automatycznie się zmienia.

niedziela, 16 marca 2014

#.ROZDZIAŁ 6.

 Tak,tak rozdział nie grzeszy długością. I za to przepraszam! postanowiłam i tak coś wam tu dac niż pisać i by wyszło na gorsze. Mam nadzieję,że rozdział i tak się spodoba :) 
Teraz pytanie: CHCECIE ZDJĘCIA DRUGOPLANOWYCH BOHATERÓW?
Bo jak na razie, nie chcę dawać zdjęć pierwszoplanowych.
Miłej niedzieli kochani i do zobaczenia!
Zacznijcie dobrze ten 12 tydzień tego roku. :*
MIŁEGO CZYTANIA!

 I liczę na minimum 3 komentarze :)

I jeszcze jedno pytanko, nie razi Was ta czcionka?


Perspektywa Minkiego.

-Boże. Susan!
Kurwa!Tu jest tak strasznie ciemno.
-Susan!
Stanąłem, podpierając dłonie o biodra. I tak daleko nie uciekła. Ma tą głupią astmę.
-Susan!
Zacząłem dalej biec,widząc na lekko oświetlonej ulicy postać mojej byłej dziewczyny. Jeszcze parę metrów. Jeszcze troszeczkę. Zwolniłem i zacząłem tylko szybciej iść. Sue siedzi oparta plecami o ścianę budynku.
-Sue,przepraszam! Wiem,że obiecywałem! Ja wiem. Ale ja. Nie mogłem się powstrzymać! Przecież sama wiesz o co chodzi! Kurwa!Sue!
Ukucnąłem i położyłem dłonie na jej kolanach.
-Ale i tak obiecywałeś!
Próbowała krzyknąć,ale nie udało jej się. Za długo biegliśmy. Nie,nie. Moja mała Sue płacze.
-Obiecywałeś! Przecież się przyjaźnimy! Zraniłeś mnie! Może i prawie tak samo jak kiedyś.
Zamknąłem oczy,przypominając sobie co wtedy się stało. Zaniki. Czemu nie pamiętam wszystkiego?
-Ren! Ren! Nie! Mówiłeś,że mnie kochasz! Mówiłeś.. Nie wierzę..
Złapałem kontakt wzrokowy ze stojącą blond dziewczyną. Mój wyraz twarzy chyba nic nie mówi. Ja.
J-ja. Ja przespałem się z inną. Czując zbierające się łzy,zacisnąłem oczy. 
-Zmieniamy się. Szukamy tego co najlepsze.. Jesteś najlepsza, ale nie umiem. Cierpię tak jak ty.
Westchnąłem i założyłem bokserki. Właśnie. Z kim ja spałem? Nawet nie wiem. 
-Nienawidzę Cię. Boli, cholernie boli. Nie zdziw się jak znajdę się w szpitalu. Czym szybciej tym lepiej.
Przełknąłem głośno ślinę. Nawet wszystkiego nie pamiętam. Co ona wtedy czuła? Nie wiem. Susan zawsze była i jest zagadkowa. Ona od zawsze mi ufała. Bardziej niż Jason'owi. Chociaż ja znalazłem się w jej życiu w wieku 15 lat. Od razu staliśmy się parą. Ona nigdy nie miała przyjaciół. Bała się i nie miała komu zaufać.A ja ją uratowałem. Pomogłem jej. Wiem to. Ale zacząłem to niszczyć. Ja muszę wszystko niszczyć.. Czemu ktoś już mi dał taką rolę do końca życia?
-Odejdź. Proszę. Po co ja się do Was wprowadzałam. To wszystko moja wina.
-Co!? Przesadzasz! To ja całowałem się z nim, nie Ty! Nic złego nie zrobiłaś. Nie pozwolę Ci odejść. Za mocno się kocham.
-Ren.
Susan wybuchając jeszcze większym płaczem,wtuliła się w mój tors. Mocno ją przytuliłem do siebie,zamykając oczy. Czemu ona od małego musiała mieć spieprzone życie? Bym chociaż trochę mógł wziąć ten ciężar.
-Ja,ja nie umiem się wytłumaczyć.
-Wiesz,że to boli.
-Wiem.
Spojrzałam na nią smutno i pomogłem jej wstać.
-Ekchem.
-Przepraszam. Przepraszam Sue, to się nigdy więcej nie powtórzy!
-Wierzę Ci, tobie i Jason'owi. Nikomu innemu nie.
-Dziękuję.
Ponownie wtuliłem się w jej jak zwykle zimne ciało.
-Dom. Chłopacy na pewno się przejmują.
Napotkałem tylko smutne spojrzenie Susan.

Tydzień później/perspektywa Suzie.

-Powodzenia!
Krzyknęłam, za wychodzącymi chłopakami. Minhyun tylko posłał mi uśmiech i zamknęli drzwi. Poprawiłam swój bordowy szlafrok i weszłam do kuchni. Która to godzina?
-Niee.
5:48. Mocno zacisnęłam oczy by ponownie je otworzyć. Nigdy nie lubiłam śniadań. A jest to w końcu najważniejszy posiłek dnia. Usiadłam przy stole i oparłam głowę o rękę. Dzisiaj jest środa. Czyli muszę iść do pracy.
  Po śniadaniu, ubraniu się i całkowitym uszykowaniu,znalazłam się w pracy. Przywitałam się z moją pomocnica i później z kierowniczką.
-Ach.
Westchnęłam,zamykając swoją szafkę.
-Allie! Czy przyszły już książki z Polski?
Zaakcentowałam ostatnie słowo. Prawie zawsze przesyłają nam książki tłumaczone tylko na Polski, nie Polskie. Strasznie mnie to denerwuje. Ja chcę Polskie, z Polskiego wydawnictwa. Nawet ostatnio zaczęłam czytać książki dla dzieci po Polsku. Za każdym razem są zadowolone.
-Przyszła jedna paczuszka. Jakieś Spotfanie nad morżem i gwiazd nasssychh wina. Przepraszam!
Podeszłam do koleżanki i stanęłam przed nią, a dokładniej po drugiej stronie lady.
-Spotkanie nad morzem i Gwiazd naszych wina.
Wszystko pięknie wypowiedziałam po Polsku, potem po Szwedzku,Chińsku,Japońsku,Norwesku i Włosku.
Z każdym dniem zadziwiam Allie. Nie wiem czym. Na samą myśl mój uśmiech się powiększył.
-Dobrze, to. To co z nimi zrobić?
-Na razie chętnie ja je przeczytam, potem dzieciom.
-A która to jest Polska? Obie?
-Nie, tylko pierwsza.
Nie wiem dlaczego ale moja koleżanka nie lubi niczego innego poza Koreą, chociaż urodziła się w Singapurze. Nienawidzi tam jeździć, ani wyjeżdżać poza granice Korei. Spojrzałam w stronę Allie i ''wchłonęłam'' się między regałami. Nucąc nową piosenkę jakiegoś Amerykańskiego zespołu,zaczęłam przekładać, układać książki tam gdzie powinny być.
-Ach!
Krzyknęłam,podskakując.
-Co ty wyprawiasz!?!
Zaśmiałam się razem z JR.
-Serio. Co Cię tu sprowadza?
-A nic. Mamy przerwę więc przyszedłem z kawą.
Chłopak wskazał reklamówkę.
-Oh, to choć na zaplecze.
Odłożyłam Stary Testament na miejsce. I powędrowałam z towarzyszem za szklane drzwi.
-Dzięki.
Delikatnie wzięłam swoją kawę i zaczęłam delektować się jej smakiem.Tego było trzeba. Mój wzrok powędrował w stronę zegara.
-Cooo. To już jedenasta?Co tam ciekawego u Ciebie?
Spojrzałam się na chłopaka.
-No co by tu opowiadać. Teraz wszyscy się rozmyli w swoje strony. I za 20 minut będziemy kończyć choreografię i zajmiemy się piosenkami. A Ty co robisz, TUTAJ ciekawego.
-Co to za akcentowanie?
Lekko warknęłam, nasza rozmowa przechodzi na inny tor.
-Nic,nic. Teraz Ty.
-Przyszła paczka z Polski i będę mieć co robić wieczorem. Książki.
Widząc jego minę, wytłumaczyłam o co chodzi.Przegryzłam wargę i wyrzuciłam swój pusty kubeczek po kawie.
-Dzięki za kawę.
-Bez problemu. Suz, nie bądź na mnie zła. Przepraszam. Nie wiem co mi się stało.
-Spokojnie,nie jestem zła Jonghyun.
Delikatnie uśmiechnęłam się i wpadłam w jego ramiona.
-Powodzenia!
Chłopak wyszedł z księgarni a ja stawiłam się u kochanej kierowniczki.
-Susan, jest sprawa. Proszę usiać.
-Dziękuję.
Usiadłam na krzesło i rzuciłam okiem na papieru na białym biurku. O co chodzi?
-Musimy zatrudnić nowa osobę i chcę byś ty ją wybrała. Z pośród dziesięciu.
-Ja?
-Pomożesz mi prawda? Ty lepiej znasz życie ode mnie. A właśnie! Jak tam w nowym domu? Lepiej bez mamy?
-Oczywiście,że lepiej. Teraz nikt ciągle nie komentuje tego co robię. Coraz bardziej zbliżam się do chłopaków i jestem w połowie pisania książki.
-No to świetnie! Byle tak dalej. Trzymaj te papiery. Tutaj masz wszystko wypisane i masz dwa tygodnie na wybranie kogoś. Oczywiście możesz ich tutaj zapraszać i potem wybrać kogo trzeba.
-A Pani, preferuje mężczyznę czy kobietę? Z większym doświadczeniem czy bez?
-Pozostawiam wszystko w Twoich rękach. Wiesz przecież dobrze,że mi blisko do apatii.
-Heh, Dobrze.
Uśmiechnęłam się i z papierami usiadłam obok Allie.
-Seokjin!
Pisnęłam widząc, starego, dobrego kumpla z czasów gimnazjum.
-Co Ty tu robisz. Trochę już minęło czasu.
Ominęłam ladę i przytuliłam się do chłopaka.
-Chyba będziesz się ciszyć a może nie, ale Justin wrócił. z Włoch. Z nowym towarem.

poniedziałek, 17 lutego 2014

#.ROZDZIAŁ 5.

 Notka od autora:
I w końcu doczekaliśmy się 5 rozdziału. Sama jestem zadowolona.
Ja to bym najchętniej dała od razu jakieś akcje, no ale trzeba poczekać ;)

To dopiero początek ;)
Rozdziałby byłby dłuższy,no ale wychodzi jak wychodzi.
Ostatnie poprawki przy-BTS-Boy In Luv.
5 komentarzy i 3 reakcje.
 4 reakcje oprócz tych powyższych mogą zamienić się na jeden komentarz jak brak ;)












Po obfitym obiedzie,poszliśmy na zakupy. Boże,moja karta na pewno schudła o dobre pare cyferek.
Czasem wracam do przeszłości, myślę jak to było. Jak to wszystko mogły się inaczej potoczyć. Do 16 roku życia miałam ogromną depresję. Ciekawe, co nie? Młoda dziewczyna i zaawansowana depresja. Nadal posiadam leki, których praktycznie nie brałam. Nie potrafiłam, bo wiedziałam,że byłoby jeszcze gorzej. Ale wystarczyło jak wyprowadziłam się z Japonii do Korei. Tak, mieszkałam w Japonii ze względu na beznadziejną szkołę. Pamiętam jak beztrosko przechadzałam się po ulicach Tokio. Spotykałam wielu fantastycznych ludzi. W pewnym sensie sama byłam wśród nich. Miałam pięknie sukienki. I nadal mam. Różowe, kremowe, delikatnie żółte. Byłam tak zwaną ''lolitą'', ale to nie trudne w Japonii. Wszędzie pełno ich, jak i sklepów z akcesoriami. Ale najgorszym czasem było, było mieszkanie we Włoszech. Ludzie wyśmiewali mnie i poniżali. Oni nie znali mojej kultury. Nadal bardzo kocham Włochy, dlatego ostatnio byłam tam. Uwielbiam tam wyjeżdżać. Ostatnim razem byłam razem z mamą na dwa miesiące. Ze względu na moją byłą depresję, miałam i nadal mam więcej luzu. Aktualnie nie uczę się,tylko pracuję. Moja psycholożka powiedziała,że będzie lepiej gdy zrezygnuje przez rok z szkoły. Aktualnie pracuję w księgarni, uwielbiam tą pracę! Akurat teraz mam wolne. Tak, dwa tygodnie. Za tydzień wracam z powrotem. Jedyną osobą której się nie podoba moja praca jest Choi. Nie wiem, co i dlaczego,ale chyba książki go kiedyś biły albo jadły. Trzyma się od nich z daleka. Dlatego zawsze, ale to zawsze kupował mi co innego niż książki. Przykładem jest ostatni prezent-bluza i płyta.  Wyrywając się z zamyślenia,podniosłam się z łóżka i zeszłam do kuchni. Hmm zebrałam się do wykonania ryży. Kocham ryż! Nie ze względu na rejon w którym mieszkam-chociaż może w tym stopniu też-ale od zawsze on i makaron to moja miłość. Automatycznie uśmiech pojawił się na mojej twarz. Po jakimś czasie wyjęłam ryż i wysypałam zawartość woreczka do głębokiej miseczki.
-Co tu tak pachnie?
Odwróciłam się gwałtownie i ujrzałam Jason'a? Serio? Szeroko się uśmiechnęłam.
-Jason.
Z moich ust wydobyło się zdziwienia,połączone z jego imieniem.
-No,cześć malutka.
Szeroko otworzył ramiona i szybko wpadłam w nie.
-Jeju! Czemu nic nie powiedziałeś! Żadnego sms ani nic!
Zaczęłam mówić po angielsku bo już widzę,jak to będzie ja Chiński pomieszany z Koreańskim i Angielskim,a on sam Chiński i Angielski z drobnostkami Koreańskiego.
-Sprowadzili mnie tu, ponieważ musimy nagrywać płytę.
-Cooo?
Jęknęłam i zaczęłam nakładać dla niego jedzenie. Dorobiłam szybki sos i usiadłam razem z nim przy stole.
-Nadal nie mogę uwierzyć,że tu jesteś! Tak się cieszę.
Posłałam mu szybkie i lekko zawstydzające mnie spojrzenie.
-Też jestem zadowolony. Ciągła ta monotonność. Dobrze,że tu jesteś.
Spojrzałam na niego lekko zszokowana,jak to? On wyczuwając moją reakcję,zaczął mówić dalej.
-Pamiętasz jak się poznaliśmy? Miałaś wtedy pięć lat. Taka słodka byłaś.
Mrugnął do mnie. Ja odwzajemniłam jego gest cichym chichotem.
-Ej! To teraz niby nie jestem słodka?
-Teraz jesteś piękna.
Jason złapał mnie za dłoń i przyciągnął do swojego torsu. Wtuliłam się w jego ciepłe ciało.
-Ok. Próbowałaś robić te sushi, o którym ostatnio rozmawialiśmy?
-No jasne,że tak!
    -Gdzie reszta?
Zapytał,przerywając naszą rozmowę o sushi.
-Sama nie wiem. Byliśmy dzisiaj na mieście i jak wróciliśmy, wszyscy się rozeszli.
-Już chcesz mnie opuścić.
Ten tylko posłał mi uśmiech. Wzięłam naczynia i zaczęłam je zmywać. Ach.
-No to jak Susan. Jutro impreza się szykuje.
-Ale nie tutaj! Na pewno nie.
-W klubie, wybierz jakiś.
Spojrzałam na niego spod ramienia. No chłopacy. Szykujcie się na najgorsze. Szkoda,że tego nie wiesz Jason. Oj szkoda.
-Serio?
Starając się,ukryć swój złowieszczy uśmieszek,zapytałam się.
-Tak.Tak. Ok. To ja pójdę do chłopaków. Dziękuję za jedzenie.
Jaseon podszedł do mnie i pocałował mnie w policzek. Nadal patrząc się w jego oczy,przegryzłam wargę. On tylko kciukiem uwolnił ją.
  -Ale,ale! Nie.On!
Zaczęłam krzyczeć w stronę telewizora. No to niemożliwe! On! On kurczę zdradza ją! Biedna Yunji.
-Nie wybaczę Ci tego LuHan!
Po jakimś czasie wybuchłam śmiechem. Co ja wyprawiam? Czemu te seriale a raczej dramy są takie emocjonalne? Chyba lepiej posłuchać muzyki.
 Natychmiastowo zdjęłam płytę z piosenkami nowego jak i starego AlphaBAT. Oni są tacy słodcy!,Cute,kawaii. Mocne i głośne kichnięcie wypsnęło mi się. Leki! Tak,leki. Szybciutko płyta znalazła się tak gdzie powinna i rozbrzmiała pierwsza piosenka na playliście. Leki. Gdzie one są? Tylko nie to. Kolejne kichnięcie. Teraz to chusteczka potrzebna. O i są leki! Oczywiście pod chusteczkami. Szybko wydmuchałam i oczyściłam nos i wzięłam leki. Teraz tylko książka i muzyka. Wygodnie rozłożyłam się z książką na łóżku.
   -Ja dłużej nie wytrzymam!
Warknęłam sama do siebie i pospiesznie znalazłam się w pokoju-jak się okazuje-lidera. Pięknie. Po prostu pięknie. Otwierając drzwi na oścież, ujrzałam coś co mnie kompletnie zszokowało. Ciche ''Minki'' wypsnęło mi się z ust. On obiecywał. Momentalnie spojrzałam na swoją dłoń i ujrzałam łzę. Powoli przeniosłam wzrok na chłopaków i moje i Minki'ego spojrzenia się spotkały. Czuję ból. Przyjaźń rani. Bardzo. Ból w klatce piersiowej jest chyba najgorszy. A on obiecywał-znowu-,że już nie będę tego czuć.
-Ren...

sobota, 1 lutego 2014

#.New Year 2.

Przychodzę do Was z kolejnymi życzeniami.

Szczęśliwego Nowego Chińskiego Roku Konia!

Pamiętajcie by być ciągle szczęśliwym.
 Mieć uśmiech na ustach.
  Nie poddawać się.
   Iść dalej z podniesioną głową :)

UŚMIECH,RADOŚĆ,SZCZĘŚCIE i Uśmiech ;)






Szczęśliwego Nowego Roku!